Są obrazy, których historia mogłaby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego. Na czerwcowej aukcji w Domu Aukcyjnym Polswiss Art wystawiono na sprzedaż obraz pędzla Jana Matejki przedstawiający portret profesora Karola Gilewskiego, namalowany w 1872 roku. Obraz już przed aukcją wzbudził wielkie zainteresowanie. Sugerowaną cenę sprzedaży ustalono na poziomie trzech do pięciu milionów złotych. Gdy drugiego czerwca młotek aukcyjny uderzył po raz ostatni, cena otarła się niemal o sześć milionów złotych. Obraz Matejki sprzedano za 5 mln 900 tysięcy złotych.

Takie kwoty na aukcjach sztuki w kontekście polskich dzieł sztuki pojawiają się coraz częściej. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczną sprzedaż prac Magdaleny Abakanowicz, której grupę rzeźbiarską „Caminado” wylicytowano za ponad 8 mln złotych, albo sprzedany w 2018 roku za 4,72 miliona złotych obraz „M 39” autorstwa Wojciecha Fangora. Jednak to nie cena a historia powoduje, że obraz Matejki wzbudził takie zainteresowanie.

22 października 2015 roku wiedeński dom aukcyjny Dorotheum podczas jesiennej aukcji postanowił sprzedać obraz autorstwa Matejki, wyceniony na 100 tysięcy euro. Portret przedstawiał naukowca, polskiego profesora Karola Gilewskiego. Historia obrazu jest o tyle niezwykła, że prekursor laryngologii przez lata studiował a później pracował w Wiedniu, skąd przeniósł się do Krakowa, gdzie od 1861 roku objął katedrę medycyny sądowej na Uniwersytecie Jagiellońskim. To wówczas zaprzyjaźnił się z fascynującym się anatomią malarzem Janem Matejką, który wielokrotnie odwiedzał lekarza w domu i w pracy. Gilewski w 1865 roku ożenił się z Emilią Schuch, niestety już w sześć lat po ślubie, w wieku zaledwie trzydziestu dziewięciu lat zmarł na dur brzuszny, którego nabawił się od jednego z pacjentów. Żona, chcąc upamiętnić męża, zamówiła portret pośmiertny malowany z zachowanych zdjęć lekarza. Matejko, będący wówczas u szczytu swojej twórczości, podjął się zadania. Portret Gilewskiego maluje w roku, pracując jednocześnie nad zaczętą w 1872 roku „Bitwą Pod Grunwaldem” i oddanym w 1874 „Zawieszeniem dzwonu Zygmunta”.

Obraz Gilewskiego jest wyjątkowy, bo pokazuje tę twórczość Matejki, o której nie wspomina się w podręcznikach. To intymne portrety przyjaciół i bliskich, pokazujące, że malarz znany przede wszystkim z wielkich historycznych płócien, potrafił też malować niezwykle wnikliwe portrety psychologiczne. Taki jest chociażby portret Józefa Ciechońskiego z 1873 roku, czy portret dzieci malarza namalowany w roku 1870. Znawcy podkreślają, że Matejko bardzo rzadko zgadzał się na portretowanie osób ważnych a na zaszczyt trzeba było sobie niejako zasłużyć, niekoniecznie na niwie politycznej, ale zabiegając o względy mistrza.

Gilewskiego sportretował łańcuchem dziekańskim Wydziału Lekarskiego UJ na szyi. Otwarta księga medyczna oraz stetoskop rozłożone na pokrytym bordowym suknem stole, są atrybutami jego zawodu. Obraz prawdopodobnie zawisł w rodzinnej kolekcji Gilewskich a kopie obrazu wykonał malarz Florian Cynk. To z kopii i fotograficznych dokumentacji w ogóle wiemy o istnieniu tego obrazu. Portret w roku 1915, w czasie trwania I wojny światowej, wyjechał na wystawę do Wiednia skąd nigdy do Polski nie wrócił.

Gdy obraz pojawił się w wiedeńskich katalogach aukcyjnych równo sto lat później, sprawą zainteresował się prof. Stanisław Waltoś, wieloletni dyrektor Muzeum UJ, który wybrał się do Wiednia w pierwszych dniach października 2015 roku, żeby sprawdzić autentyczność obrazu. Dzieło okazało się autentykiem. Niestety problemem było zorganizowanie sumy, która mogłaby pokryć zakup obrazu wycenianego na sto tysięcy euro. Waltoś wraz z profesorami Aleksandrem Skotnickim, Krzysztofem Stopką i Franciszkiem Ziejką starali się o pieniądze w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, u rektora UJ, prezydenta Krakowa. Ostatecznie pomoc przyszła ze strony prywatnego inwestora, który zadeklarował, że po zakupie dzieło pozostanie własnością jednej z polskich kolekcji.

Gdy w czerwcu 2020 roku portret Gilewskiego ponownie pojawił się na aukcji, tym razem w Polskim domu aukcyjnym Polswiss Art spodziewano się wielokrotności ceny, którą zapłacono w Wiedniu. Licytację rozpoczęto od 2 milionów złotych. Ostatecznie cena przekroczyła oczekiwania domu aukcyjnego, zatrzymując się na 5 mln 900 tysięcy. Nabywca do ceny będzie musiał doliczyć jeszcze 18 procent opłaty aukcyjnej, co daje łączną kwotę 6 mln 960 tysięcy złotych.

Pracownicy domu aukcyjnego Polswiss podkreślają, że taka kwota to tylko potwierdzenie dobrej koniunktury na sztukę w Polsce. Trudno jest jednak spekulować na temat tego, jak ceny na rynkach aukcyjnych będą się kształtować na jesieni, gdy, co prawdopodobnie, do Polski dotrze recesja. Wiemy, że obroty na rynku aukcyjnym w 2019 roku sięgnęły prawie 300 mln zł, to wzrost o 17% w porównaniu do 2018 roku, zaś kolekcjonerzy coraz częściej sięgają po dzieła sztuki nowszej niż mistrzowie XIX wieku, do których należy Matejko. Wśród najważniejszych nazwisk można wymienić Magdalenę Abakanowicz, Romana Opałkę czy Wojciecha Fangora. Porównując te trendy z międzynarodowymi rynkami, można zaryzykować stwierdzenie, że inwestowanie w sztukę nowszą jest bliższe zachowaniom kolekcjonerów międzynarodowych. Coraz częściej sięgają po prace artystów tworzących w latach 50. 60. i 70. ubiegłego stulecia, niż dawnych mistrzów takich jak Paul Gauguin, czy Paul Cezanne, którzy przez lata okupowali pierwsze miejsca w rankingach najdrożej sprzedawanych dzieł sztuki.

  

 

Aleksander Hudzik