utworzone przez Maj 5, 2020Badania0 komentarzy

Za baryłkę amerykańskiej ropy płacimy mniej niż w roku 1999, akcje spółki Hilton przebiły dno, do którego dokopano się podczas kryzysu sprzed dziesięciu lat. Część ekspertów twierdzi, że kryzys wywołany epidemią koronawirusa to także szansa na konieczne zmiany na rynku sztuki, inni, że to gwóźdź do trumny, którą rynek budował sobie już od kilku lat.

 

Kto śledzi świat sztuki, wiedział o nadchodzącym kryzysie, zanim jeszcze odnotowano w Europie pierwsze przypadki koronawirusa. Planowane na marzec największe targi sztuki Art Basel w Hongkongu odwołano już w pierwszym tygodniu lutego, gdy w Europie granice i galerie sztuki były jeszcze otwarte. Część licytacji azjatyckich domów aukcyjnych przeniesiono do USA, gdzie koronawirus dotarł szybciej niż licytowane dzieła sztuki. Odwołano między innymi targi Frieze w Nowym Jorku. Dziś wiemy, że nie odbędzie się też planowana na czerwiec Art Basel w Szwajcarii, odwołano dziesiątki aukcji i wystaw, w tym te, na które czekał cały świat. Planowana na wiosnę wielka retrospektywa jednego z najważniejszych współczesnych rzeźbiarzy Donalda Judda w Nowym Jorku została przesunięta, choć terminu ponownego otwarcia nie znamy. Prawdopodobnie taki sam obrót przybiorą sprawy związane z organizacją wielkiej wystawy podsumowującej twórczość Magdaleny Abakanowicz, która już w czerwcu miała się otworzyć w londyńskim Tate Modern.

W czasach izolacji ratuje nas internet, który staje się, bardziej niż do tej pory, alternatywą wobec konwencjonalnego sposoby ekspozycji, odbioru, a także kupna sztuki. Organizatorzy Art Basel już w grudniu zapowiadali, że od 2020 roku będą stawiać coraz silniej na sprzedaże online. Z braku innych możliwości całe tegoroczne targi w Azji zorganizowano w postaci internetowego katalogu. Podobną taktykę, przyjęły, ze sporym opóźnieniem największe europejskie domy aukcyjne Sotheby’s i Christie, które decyzje o zamknięciu fizycznych oddziału i przeniesieniu licytacji do sieci zapowiedziały kolejno 14 i 16 marca. – To zmiana, którą rynek sztuki prawdopodobnie i tak musiał przejść, aktualna pandemia tylko go przyspiesza – tak twierdzi ekspert portalu Artnet Tim Schneider, który opowiadał o zagrożeniach i możliwościach zmiany, jaką daje nam obecna sytuacja w audycji „Art Angle”. Pozytywy zauważa New York Times raportując zaskakującą ilość aż pięćdziesięciu procent nowych uczestników aukcji na 21 internetowych aukcjach Sotheby’s zorganizowanych od stycznia do 21 marca 2020. Z drugiej strony klienci, którzy do tej pory byli w stanie zostawić na aukcjach olbrzymie sumy powstrzymują się przed zakupami online. Dom Christie’s na majowej aukcji sztuki współczesnej planował wystawić obraz jednego z najważniejszych malarzy XX wieku Francisa Bacona „Triptych Inspired by the Oresteia of Aeschylus”, a cenę estymowano na 61 milionów dolarów. Obraz wycofano ze sprzedaży.

Warte odnotowania są też zapewnienia płynące z Polski. W niedawnej rozmowie z dziennikarką Pulsu Biznesu prezes domu aukcyjnego Desa Unicum Juliusz Windorbski powiedział, że dom zanotował w marcu świetne sprzedaże. Za ponad 800 tys. zł. sprzedano się portret autorstwa Mojżesza Kislinga, a za ponad 0,5 mln zł autoportret Meli Muter. Trzeba jednak dodać, że polski rynek notuje od dziesięciu lat tak duże wzrosty sprzedaży, że nawet recesja nie wygasi go w sposób podobny do okrzepłych rynków zachodnich, co za tym idzie, płynące z niego dane trudno w jakiś sposób skorelować z tendencjami rynków globalnych.

Ciekawą perspektywę na globalny rynek daje za to Rachel Pownall profesor finansów z Uniwersytetu w Maastricht, która twierdzi, że rynek sztuki szykował się na kryzys bez względu na epidemię. W 2019 roku roczny obrót sztuką w Europie spadła o 17 procent, w USA aż o 8. Paradoksalnie ucierpiały na tym największe domy aukcyjne i galerie, mniejsze podmioty utrzymywały wolumen, czyli ilość sprzedanych prac. Zanotowano też odpływ ludzi zainteresowanych kupnem sztuki. Można się spodziewać, że taka tendencja będzie się tylko pogłębiać w 2020 roku z racji pandemii. Badaczka rynku zauważa jednak bardzo ciekawą prawidłowość. Sztuka, a zwłaszcza wtórny obrót sztuką, przetrwał niemal bezboleśnie kryzys ekonomiczny z roku 2008. Po pierwszej fali kryzysu już w 2011 odnotowano rekordowe sprzedaże, którego ukoronowaniem była sprzedaż obrazu „Gracze w karty” Paula Cezanne’a, który w kwietniu 2011 wylicytowano za około 250 milionów dolarów. Skąd taka anomalia? Kolekcjonerzy i posiadacze dzieł sztuki pozbywają się jej jako ostatniej, a w czasach kryzysu trafia jej na rynek znacznie mniej niż np. mieszkań, czy wyprzedawanych w pośpiechu akcji.

Spadki sprzedaży na aukcjach to nic w porównaniu z tym, jakie straty zanotują artyści, którzy równie często utrzymują się ze sprzedaży sztuki, co z zamówień prowadzonych przez muzea i galerie państwowe, które z powodu zamknięcia nie organizują wystaw. Kolejnym niebywale istotnym czynnikiem napędowym dla sztuki są prawidłowo funkcjonujące instytucje państwa, które w wielu przypadkach dopiero organizują pomoc kryzysową w postaci dofinansowań i grantów. Na koniec warto jeszcze dodać, że rynek sztuki to nie tylko artyści, ale także pracownicy sektora kultury, którzy pozostaną na bezrobociu tak długo, jak galerie i muzea pozostaną zamknięte. O ile wyniki na aukcjach sztuki mogą jeszcze dawać poczucie spokoju, to z perspektywy twórców jej przyszłość wydaje się już dużo mniej stabilna.